wtorek, 26 maja 2015

Próba pobicia rekordu na farcie, czyli lepiej się przygotować i wystartować niż liczyć na cud, czyli 1 Lisiecki Półmaraton

1 Lisiecki Półmaraton to kolejny kameralny bieg na krakowskiej mapie biegowej. Kameralne biegi mają to do siebie, że nie startuje sporo ludzi, a atmosfera jest bardziej przyjazna niż na masówkach, mam także takie wrażenie, że organizatorzy bardziej przykładają się do swoich obowiązków. Jak było tym razem?

Wyżej wymieniona impreza została  zorganizowana przez runonline.pl przy współpracy z lokalnymi władzami z Liszek i Czernichowa. Odbiór pakietu trwał może jakieś 30 sekund. Wszystko było przygotowane jak należy. Inni mogą brać przykład. Pakiet startowy zawierał dosyć ładną koszulkę + spersonalizowany medal. (oczywiście pod warunkiem ukończenia biegu).




Udział w biegu od samego początku chciałem potraktować jako solidny trening w ramach wycieczki biegowej. Po wystrzale startera ruszyłem na sporym luzie. Patrzę na zegarek i tempo 1 km wynosi 4:20. Szybko! Postanawiam  trzymać to! 2 km był z górki i przywaliłem go stanowczo za mocno, bo 3:50! W głowie pojawiły się myśli „kurde biegnę na życiówkę, nie przygotowywałem się, a zasuwam ile sił, czy wytrzymam, kiedy zetnie mnie”. Dobiegłem do półmetka z czasem 50:30; utrzymanie takiego tempa pozwoliłoby uzyskać rekord na poziomie 1:41, czyli  poprawa aż 3 minuty! Jednakże wzmagający się wiatr, druga część dystansu pagórkowata pogrzebały moje marzenia o "przypadkowym" rekordzie. Na metę dobiegłem z wynikiem 1:47:30. Jestem w sumie zadowolony, ostatni podbieg to była prawdziwa próba charakteru, którą wg mnie zdałem na 5!



Posiłek regeneracyjny też był niecodzienny - pierogi z pseudo truskawkami i słodką śmietaną. Mam wrażenie, że były to pierogi z jogurtem truskawkowym. W sumie oryginalne nadzienie, miałem tylko cichą nadzieję, że nie chwyci mnie po tym jakaś sraczka. Popiłem to wszystko piwkiem i ruszyłem do domu na odpoczynek.

Bieg wymęczył mnie bardziej niż niejeden maraton.

Dla organizatorów należą się wielkie brawa! Oby tak dalej!

sobota, 23 maja 2015

3 Bieg Swoszowicki

3 Bieg Swoszowicki, czyli jak dużym nakładem pracy przy skromnych finansach  można zorganizować świetny bieg. Takich kameralnych imprez brakuje w Krakowie. Piękna, malownicza trasa i dwa dystanse do wyboru „Rodzinna Mila” i „Bieg Główny” na dystansie 10 km, (+biegi dla dzieci). Całe wydarzenie zebrało około 500 osób. Tutaj należą się wielkie gratulacje dla mojego klubu „I Ty Możesz Być Wielki – ITMBW Kraków!”!

3 Bieg Swoszowicki. fot. Michał Smuszkiewicz

Pogoda podczas biegu była pochmurna z przelotnymi opadami deszczu, ale właśnie takie warunki sprawiły, że mimo niełatwej trasy można było osiągnąć fajne wyniki. Po krótkiej rozgrzewce zestresowany stawiłem się na starcie Rodzinnej Mili (zawsze dziwnie się czuje startując na takie krótkie dystanse). Na mecie osiągnąłem czas 5:53 co pozwoliło mi zająć 3 miejsce w kategorii wiekowej M18. J Wg. Regulaminu nagród w kategoriach wiekowych nie przewidywano J a szkoda J

3 Bieg Swoszowicki. Meta. fot. Michał Smuszkiewicz
Było może parę niedociągnięć z powodu braku medali dla paru osób, ale cóż… organizator  nie spodziewał się aż takiej frekwencji! Trzeba to przełknąć i wybaczyć, bo atmosfera biegu była niesamowita J Z niecierpliwością czekam na kolejną edycję biegu! Niestety trzeba czekać aż 365 dni! Może przytrenuję i za rok powalczę o jakieś konkretne miejsce!

wtorek, 19 maja 2015

X Bieg Skotnicki

17 maja odbył się X-ty Bieg Skotnicki z okazji 95 urodzin Świętego Jana Pawła II. Jest to jeden z nielicznych biegów, na który wracam co roku i polecam go innym.

W ramach X-go Biegu Skotnickiego były do wybory dwa dystanse – marszobieg 2,5 km i Bieg Główny na dystansie ok. 13,5 km po przepięknej i trudnej trasie. Bieg, w którym nagrody w OPEN są gorsze niż nagrody w kategorii EUROPEJSKIEJ (wszystko spowodowane napływem Ukraińców na Polskę). W tym roku wyjątkowo pobiegłem na tym krótszym dystansie. Jak mi poszło? O tym za chwilę...

Na początku wspomnę, że nie planowałem tego startu. Jak w każdy niedzielny poranek zrobiłem długie wybieganie w okolicach 20 km w wyśmienitym towarzystwie. Kilometry mijały i mijały, a zmęczenia brak.

Około 1,5 godziny przed startem marszobiegu zjawiłem się w biurze zawodów, aby dokonać formalności w odbiorze pakietu. Wszystko super - szybko - sprawnie. Rozgrzewka, małe pogaduchy ze znajomymi i START!

X Bieg Skotnicki - Ostatnie metry


Pierwszy kilometr z górki, potem troszkę płaskiego i kilometr pod górkę i dobieg na boisko piłkarskie.  Od początku biegu mierzyłem siły na zamiary. Zacząłem umiarkowanym tempem, a potem przyczepiłem się pleców innego zawodnika. Oddech stawał się coraz to cięższy. Nie chciałem odpuszczać, trzymałem się nadal. Przeciwnik słabł, więc postanowiłem zaatakować na ostatnim fragmencie podbiegu! I udało się! Zgubiłem go! Później okazało się, że walczył w tej samej kategorii wiekowej co ja! Warto walczyć do samego końca, aby potem niczego nie żałować!

Mój tata, kolega i ja. Każdy coś zgarnął :-)

Zająłem 9 miejsce w OPEN i 2 w kategorii 17-34 lat. Stanąłem na podium! Jednakże moja radość jest umiarkowana, gdyż wynik sportowy jaki osiągnąłem zupełnie nie zadowala mnie. Chce biegać szybciej, mieć lepsze wyniki, startować w mocniejszych biegach i tam zdobywać laury zwycięstwa! Jak to mówią... wszystko przede mną!




sobota, 16 maja 2015

Test Coopera

W sobotę 16 maja w kilkudziesięciu miastach Polski odbył się Test Coopera, który z założenia ma pomóc określić naszą aktualną formę. Czy na pewno tak jest? Kto w nim startuje? Czy do testu trzeba podejść w pełni skoncentrowanym?

Na początku może przytoczę parę słów na temat samego testu.

„Próba wytrzymałościowa opracowana przez amerykańskiego lekarza Kennetha H. Coopera na potrzeby armii USA w 1968 roku, polegająca na 12-minutowym nieprzerwanym biegu. Obecnie jest szeroko stosowany do badania sprawności fizycznej przede wszystkim sportowców. Celem Testu jest określenie maksymalnej wydolności tlenowej (tzw. pułap tlenowy V02max), która jest wyznacznikiem kondycji fizycznej. Kondycję fizyczną, w zależności od wieku i płci określa się na podstawie pokonanego dystansu.”

Test Coopera - wiosna 2015


„Co zrobić by dobrze przygotować się do Testu?
Po pierwsze należy dobrze się rozgrzać, przygotowując organizm do wzmożonego wysiłku. Do testu powinno się przystępować maksymalnie skoncentrowanym i zmotywowanym. Na wyznaczony sygnał zacznij bieg. Pamiętaj, by na początku nie narzucić zbyt dużego tempa, ponieważ 12 minut szybkiego biegu to naprawdę duży wysiłek. Warto utrzymywać cały czas takie samo tempo, a dopiero w końcówce przyspieszyć…”

Jaki osiągnąłem wynik?
Pierwszy kilometr pokonałem w czasie 3:55, wtedy w mojej głowie pojawiła się myśl „kurde za szybko”… Nie byłbym sobą gdybym zaraz nie skontrował tej myśli tym, że „dam radę”. Mijają kolejne sekundy, robię kolejne okrążenie i prędkość spada i spada…  Rady nie dałem. Test ukończyłem z wynikiem 2730m, czyli na pewno znacznie poniżej swoich możliwości. (w sumie planowałem biec na luzie).
Po moich wyczynach na maratonach i ultra maratonie i po przeprowadzonym sprawdzianie stwierdzam, że brakuje mi szybkości. Plan treningowy ułożony. Wystarczy trenować, a na jesień pobijać rekordy życiowe na każdym możliwym dystansie.



Udział w Teście Coopera zawdzięczam Ewelinie. Miałem nie brać w nim udziału, ale niektórym osobom ciężko odmówić :) Przynajmniej mam dyplom + kolejną koszulkę do kolekcji :) Niestety najważniejszy aspekt - sportowy wyszedł bokiem.

piątek, 15 maja 2015

Pierwsze kroki w biegowym świecie

Zapewne wielu z nas pamięta jeszcze swoje początki biegania. Niektórzy zaczynali czysto spontanicznie, przerzucali się z jednego sportu na drugi aż w końcu padło na bieganie, a niektórzy od samego początku mieli przemyślane działanie i zaczęli trenować wg określonego planu. Jak było ze mną? Na chwilę chciałbym cofnąć się w czasie i opowiedzieć moją krótką historię.

Jako dziecko lubiłem być w ciągłym ruchu, zamiast siedzieć przed komputerem brałem piłkę, rower i wyruszałem zażyć trochę świeżego powietrza. Wszystko było spontaniczne, nieusystematyzowane jak się chciało to tak było. W wieku około 14 lat na lekcji wychowania fizycznego poznałem nauczycielkę, która podczas pierwszych zajęć zabrała nas na stadion lekkoatletyczny, aby sprawdzić nas na dystansie 600m. Pamiętam do dzisiaj… w klasie zająłem mizerne drugie miejsce. Od słowa do słowa, od czynu do większego czynu, w/w pani nauczycielka postanowiła założyć uczniowski klub sportowy i zaprosiła mnie na pierwszy trening! (dzięki jej zaangażowaniu i pasji klub istnieje do dziś!). Od razu zauważyła, że mam predyspozycje do sprintów. Zaufałem jej, robiłem sumiennie każdy trening, a z upływem czasu moja forma ciągle rosła, a w pani trener pozyskiwałem autorytet. Do dzisiaj marzy mi się taka współpraca na linii trener – zawodnik.

Jak to przekładało się na moje osiągnięcia i wyniki?
60m – 7:11 s
100m – 11:58 s
200m – 23:36 s
300m - 37:23 s
400m - 52:48 s

Wyniki były w tych granicach, starość nie radość nie mogę sobie dokładnie przypomnieć. Żeby nie być gołosłownym, wrzucam parę dyplomów za dobrych starych czasów.


i wiele wiele innych


 I miejsce w wieloboju lekko atletycznym w Nowym Targu

Niestety moja „kariera” sprinterska szybko się skończyła. Na jednych z zawodów dostałem urazu mięśnia dwugłowego uda. Uraz był na tyle poważny, że wykluczył mnie z treningów na rok. Po roku pełny optymizmu wróciłem do treningów i znowu pech! Poszedł kolejny mięsień. Można powiedzieć, że od tej pory zrezygnowałem z treningu sprinterskiego. Ponownie byłem zmuszony zafundować sobie długą przerwą, a do biegania powróciłem… w 2006 roku!

Biegałem i biegałem… Cieszyłem się z pokonywania to kolejnych kilometrów aż do czasu gdy całkiem przez przypadek zapisałem się na mój pierwszy oficjalny bieg długodystansowy Mini Cracovia Maraton (od tej pory co roku, z sentymentu biorę w nim udział). Wraz z upływałem dni, miesięcy nadeszła ogromna chęć poprawienia wyników, a tym samym chęć do pogłębienia biegowej wiedzy. Ze zmiennym szczęściem staram się trenować ile mam siły.




Można powiedzieć, że moją pasję do biegania została zaszczepiona przez nauczyciela wychowania fizycznego, w którym z pewnością można było mieć oparcie i autorytet. Ciężki trening i moje dobre wyniki motywowały mnie do dalszego działania. Dzięki trenerce pokochałem bieganie i nie wyobrażam sobie życia bez niego. Aktualnie biegam wszystko do dystansu maratonu. Moim wielkim marzeniem jest powrót na podium zawodów biegowych i ukończenie ultra maratonu powyżej 200 km! :)