piątek, 24 lipca 2015

Jak dotrzeć do mety i się nie poddać

Dla mnie dosyć ciężki temat. Nie da się poruszyć się go bez słowa motywacja. Jak zmotywować się do szybkiego biegu? Nie odpuścić, nie poddać się gdy meta jest już tak blisko? Zostać zwycięzcą, a nie przegranym?

Pewnie wiele razy braliście udział w zawodach biegowych i każdy bieg nauczył Was czegoś nowego. Jednym razem przebiegliście zgodnie z planem, zaś na innym zaczęliście za szybko co skutkowało ogromnym spadkiem tempa, a na mecie doskwierało ogromne zmęczenie i zażenowanie. Na pewno drugiego przypadku należy unikać. Jak to zrobić? Oczywiście poprzez odpowiednie myślenie. Ciężko pisać ogólnie, więc podam przykład jak sam sobie radzę w tej materii.

Dla mnie przełomowym momentem był Krakowski Półmaraton Marzanny w 2013 roku. Aktualna życiówka wynosiła w okolicach 1:53. Bieg ruszył. Moje początkowe tempo było w granicach 5:00/km, w zależności od ukształtowania terenu raz szybciej raz wolniej. Starałem się aby skoki tętna nie były zbyt duże. Nadchodzi 5 km W głowie pojawia się myśl kurcze za szybko wytrzymam/nie wytrzymam. Skreśliłem słowo nie wytrzymam i pobiegłem dalej. Mijają kolejny kilometry, małe podbiegi - to zwalniam, zbiegi - puszczam nogi i lecę na luzie. 10 km. Nogi wchodzą między pośladki, ból w nogach niesamowity, czuje, że prawie łapią mnie skurcze. W tym momencie część mojego mózgu uruchamia mechanizm obronny dla ciała zwolnij po padniesz i skończysz jak zawsze. Inna część mojego mózgu weź nie słuchaj, zapierdalaj wytrzymasz, nie po to męczyłeś się całą zimę na treningach aby teraz odpuścić. Było ciężko wybrałem drugą opcję i teraz wiem, że to był jeden z najlepszych moich wyborów w życiu. Końcówka biegu to była pętla wokół krakowskich błoń. Przebiegało się tuż obok mety, a tutaj jeszcze 4 km. Na tym odcinku zmotywował mnie tata, biegliśmy równo, krok w krok. 2 km do mety. Ktoś zabiegł mi drogę. Tata odskoczył. Nie miałem siły już gonić. Stwierdziłem 300 m do mety... mocny finisz! Tata był parę sekund przede mną, ale mój nowy rekord życiowy był już na poziomie 1:47, czyli poprawa aż o 6 min! Wtedy nauczyłem jak zostać dobrym negocjatorem pomiędzy mózgiem, a ciałem. Złapałem balans i wiem ile mogę wycisnąć z mojego organizmu.

X Krakowski Półmaraton Marzanny - suniemy równo
Kolejnym przykładem jest Krakowski Półmaraton Marzanny z roku 2014. Znowu ciężko przepracowana zima, odpowiednie treningi, dużo wyrzeczeń i długo wyczekiwany start na wiosnę. Cel był jeden. Poprawić rekord życiowy. Schemat rozegrania biegu był identyczny. Na płaskim szybciej, pod górkę wolniej, z górki luźno i jeszcze szybciej. Momenty kryzysowe przychodziły dokładnie w tych samych miejscach co podczas poprzedniej edycji. Jak sobie z nimi poradziłem? Przyświecała mi tylko pewność siebie, wiara w swój zimowy trening, regularność i poczucie, że jestem mocny! 8 km. Nogi znowu wchodzą między pośladki, ale cóż... myśl tylko jedna skoro wytrzymałem kiedyś to teraz też wytrzymam! Wcisnąłem czerwony guzik dla mózgu i o niczym nie myślałem po prostu ruszyłem przed siebie! Wynik na mecie ucieszył. 1:44:05. Życiówka zrobiona i oto chodzi!


Ostatnim przykładem walki z samym sobą jakim chciałem przytoczyć jest bieg podczas Cracovia Maraton 2015. Ten maraton był dla mnie częścią treningu przygotowującą mnie do dystansu ultramaratońskiego, dlatego nie nastawiałem się na bicie rekordu, a na spokojnie przetruchtanie trasy. Byłem jeszcze w tzw. fazie treningu i od 1 km czułem ból w nogach. Ruszyłem tempem 5:30/km. Długo trzymałem równe tempo. Myśl była tylko jedna. Dobiec do 10 km, wziąć Coca-Colę od osoby, która specjalnie przyszła dopingować mnie (dziękuję Ewelina :) - serio to było zbawienne) i ruszać z kopyta przed siebie. Wraz z upływem kilometrów ból był coraz większy. 30 km. Kolejna dostawa Coca-Coli i już samotnie sam ze sobą bez wsparcia do mety! Na 37 km odlatywałem. Zaczęło brakować sił. Nudny fragment trasy, zero kibiców, wzmagający się wiatr. Myśl przejdź do marszu już wiele razy tak robiłeś to tym razem też możesz rozrywała mi serce od środka. To, że serce mam mocne pozbyłem się tego i w głowie kłębiło się tylko jedno już tyle razy przechodziłeś do marszu, nie bądź frajer, nie zmarnuj tego, idzie Ci najlepiej ze wszystkich startów wykorzystaj tę moc! Na mecie czekają osoby, które przyszły specjalnie dla Ciebie, nie można dać plamy. Wskoczyłem na metę z nieplanowanym rekordem życiowym 3:53! Wiedziałem... jedno... wynik na pewno do poprawienia! Czułem moc i chęć pobijania kolejnych życiówek! Myśli o poddaniu się odłożyłem w zapomnienie.

Moja walka podczas XIV Cracovia Maraton
Wszystkie moje poczynania były podparte solidnym treningiem. Samym myśleniem człowiek biegu nie wygra. Warto być przekonanym o swoich umiejętnościach, ale nie porywać się z motyką na słońce, mieć wsparcie w bliskich. Połączenie tych wszystkich elementów sprawia, że bieganie na granice możliwości i pobijanie rekordów życiowych jest samą przyjemnością. Zadowolenie z nich utrzymuje się dosyć długo, a później człowiek chce więcej i więcej. Pragnie zwycięstw, nie porażek. Zwycięstwa z samym sobą cieszą najbardziej. Jak prawdziwy narkoman...

A na koniec...

The winner is...

Walcz do końca, a będziesz zwycięzcą!

sobota, 18 lipca 2015

Wiedza biegowa. Co? Gdzie? Skąd?

Wkraczając w biegowy świat często nie mamy pojęcia jak za to się zabrać. Przeglądamy Internet, pytamy bardziej lub mniej doświadczonych znajomych, czerpiemy wiedzę z własnych obserwacji. Czy to wszystko sprawi, że staniemy się mądrzejsi, a nasza wiedza zostanie uporządkowana? Skąd możemy czerpać mądrości świata biegowego?

Najpopularniejszym środkiem przekazu wiedzy jest Internet. Jego główną zaletą jest to, że mamy do niego dostęp praktycznie wszędzie. Wpisujemy hasło i wyskakuje nam kilkadziesiąt stron, z których możemy skorzystać bądź nie. Własnie i tutaj pojawia się jego wada. Wyskakuje nam tyle stron i do końca nie wiemy, gdzie mogą pisać prawdę, a gdzie nie. Dosyć często informacje podawane są w sposób chaotyczny przez co czyta nam się źle i szybko z tego rezygnujemy.


Tutaj mogę polecić stronę bieganie.pl. Znajdziecie na niej pełno artykułów na temat biegania ćwiczeń, trenerów, zawodów. Po prostu wszystko czego będziecie potrzebować.

Kolejnym źródłem czerpania wiedzy może być książka. Wiedza w książkach na pewno jest przemyślana i uporządkowana. Problem pojawia się w momencie zakupu. Podchodzimy do półki z literaturą biegową, patrzymy i mówimy "kurde aż tyle tego jest?". Zastanawiamy się co będzie dla nas najlepsze. Jeżeli chcemy nabyć jakąś pomocną wiedzę to wybierzemy fachową literaturę z cyklu jak trenować (np. Jerzy Skarżyński "Biegiem przez życie", "Maraton"; Jack Daniels "Bieganie metodą Danielsa"; Pete Pfitzinger, Scott Douglas "Pobij swój rekord"), a jeśli chcemy poczytać coś dla relaksu to wybierzemy np. Scotta Jurka "Jedz i biegaj" lub/i Mo Farah "Siła ambicji".


Według mnie najlepszym źródłem czerpania wiedzy są znajomi. Czerpanie wiedzy poprzez doświadczenia innych i swoje daje nam coś czego najbardziej potrzebujemy. Najlepszym układem jest gdy naszym znajomym jest trener, który posiada wiedzę, doświadczenie, a także jest czynnym zawodnikiem osiągającym znakomite wyniki. Człowiek daje nam wsparcie, motywację i dobre rady.

Chcesz być mądrzejszy? Zdobywaj wiedzę z każdego źródła, ucz się na cudzych błędach nigdy na swoich. Wykorzystuj wszystko co możesz podczas treningów, a zostaniesz MISTRZEM!

poniedziałek, 13 lipca 2015

Biegamy i oszukujemy

Praktycznie przez cały rok mamy duży wybór zawodów biegowych w całej Polsce i tym samym o każdej porze roku możemy zapisać się, wziąć udział i sprawdzić się na danym dystansie. Jednakże nasz wymarzony wynik połączony z miejscem na podium może zostać przyćmiony przez biegaczy-oszustów.

Nie ma co ukrywać oszustów możemy spotkać na każdym kroku, w różnym wieku i w różnej grupie społecznej. Niestety w grupie biegowej (niektórzy nawet mówią o wielkiej rodzinie biegaczy) także spotkamy czarne owce, które swoimi poczynaniami przyćmiewają wyniki innych i także rzucają zły obraz na daną imprezę.

Mamy różne rodzaje kantowania:

1. Skracanie dystansu. Dosyć pospolite na trasach z agrafkami i bez pomiaru czasu na nich. Ciężko do wykrycia na leśnych drogach. Wszak człowiek zawsze może schować się w krzakach i zamaskować się w otaczającej go przyrodzie.

Skok przez taśmę?
2. Zamiana  numerami. Parę lat temu sam byłem świadkiem jak to mąż z żoną wymienił się numerami startowymi i jego kobieta stanęła na podium. Na szczęście organizator wychwycił to i jak szybko weszła na pudło tak szybko z niego zleciała. W zamianę numerami wchodzi także oddanie numerka innej osobie i biegnięcie pod czyimś nazwiskiem. Nie każdy regulamin dopuszcza scedowanie opłaty na innego zawodnika. Wielkiej szkody w tym nie ma, jeżeli nie stanie się jakiś wypadek lub ktoś nie odbierze niezasłużonej nagrody.

809 czy 608?
3. Brat bliźniak. Tak! Tak! Tak! … kiedyś wyczytałem, że do takiej sytuacji też dochodziło. Jeden biegnie połowę dystansu, nagle pojawia się drugi zgarnia numer i biegnie drugą część. Tym sposobem robi się sztafeta a nie bieg indywidualny.

Mam klona!
4. Doping. Jeżdżą po Polsce i zgarniają wszystko co się da. O kim mowa? O Kenijczykach i Ukraińcach. Z dnia na dzień w wielkim upale, ciężkich warunkach potrafią wykręcić takie czasy, że inni nawet zawodowi biegacza mogą o tym pomarzyć. Mówią, że jeśli nikogo za rękę się nie złapie/nie przebada nie można mieć oto pretensji. Zgoda. Zastanawiający jest fakt, dlaczego na Igrzyskach Olimpijskich albo Mistrzostwach Świata w lekkiej atletyce Ukraińcy nic nie znaczą? Może za bardzo świecą w ciemnościach?

Jedyny dozwolony doping podczas zawodów
5. Organizator też kręci. Nie będę wspominał na którym było to biegu, ale na 2 dni przed imprezą organizator „rzucił” samochodem do losowania – konkursu. Dziwne pytanie, dziwna odpowiedź. Na 1500 osób, 3 persony odpowiedziały poprawnie. Następnie wybrana trójka miała odpowiadać na pytania. Dwóch osób nie było, więc trzecia osoba zgarnęła samochód. Może nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że nagrodę zgarnął mężczyzna z drużyny od jednego sponsorów. Czy to było uczciwe? Hm… sami oceńcie. Fakt był jeden. Pod sceną było buczenie i dużo słów, okrzyków niezadowolenia, a organizatorowi plątał się język.

No to kręcimy
6. Zapisywanie się do nie swojej kategorii wiekowej. Niestety nie każdy wolontariusz dokładnie sprawdza dane na dokumencie, rzuca okiem i tyle. Przez co np. 25 latek może znaleźć się na podium w kategorii 70 latków.

Tacy podobni, że można pomylić się :-)
7. Bieganie bez numerka. Nikt nie przekona mnie do tego, że bieganie bez numerka jest odpowiednie, bo nikt nikomu krzywdy nie robi. Nikt nikogo nie okrada. Nikt nie robi dodatkowo tłumu. Ludzie tłumaczą się słowami „bo biegi są zbyt drogie”. Mhm, nie trzeba we wszystkim startować. Poza tym wystarczy wejść na maratony polskie.pl i bez problemu znajdzie się darmowy bieg w okolicy albo przyjść w sobotę rano o g. 9:00 na park run! Bieg jest darmowy i można pościgać się!  Dodatkowo zmierzą czas i jest super zabawa!

Pamiętaj!
Jak mamy reagować w wyżej wymienionych sytuacjach? Myślę, że w ogóle trzeba zacząć reagować! Zwrócić uwagę, napiętnować w sposób dosadny, zgłosić organizatorowi w celu dyskwalifikacji. Możliwości jest wiele, ale to wszystko zależy od tego co sami zrobimy. Na pewno nie można być obojętnym wobec oszukiwania. Opisane wcześniej sposoby kantowania mogą wyrządzić krzywdę uczciwym ludziom i pozbawić wymarzonego miejsca na podium i cennej nagrody.

Po co ludzie oszukują?

sobota, 4 lipca 2015

III Bieg Śladem Jury

Formuła biegu koleżeńskiego zawsze jest dla mnie zachęcająca. Pomimo braku formy zdecydowałem się wystartować w tej wyjątkowej imprezie zaczynającej cykl "Cztery Pory Roku z Dystansem" i wiem jedno... na pewno tego nie żałuję. Jak mi poszło? To już inna sprawa...

III Bieg Śladem Jury był rozgrywany na dystansie 10 km (4 pętle po 2,5 km). Trasa dosyć nierówna, pełno kamieni, dziur, gruzu i nie wiadomo czego, a do tego wszystkiego palące słońce i zero cienia.


Wydawało mi się, że zacząłem swój bieg dosyć spokojnym tempem pokonując pierwszy kilometr w 5:15. Właśnie... wydawało mi się.. Kolejne kilometry pokonywałem już o wiele wolniej. Modliłem się, żeby spokojnie dobiec do 5 km, gdyż potem w głowie ubywa dystansu. Dobiegłem ledwo żywy, drugie 5 km człapałem; z pewnością nie można było tego nazwać biegiem. Po prostu zły dzień, zła pogoda, lipna forma zrobiło swoje i pod koniec prawie odleciałem, a wynik 59:29 po prostu jest żenujący. W biegu wystartowałem razem z tatą, któremu poszło o niebo lepiej :-)

III Bieg Śladem Jury - medal wymęczony jak żaden inny
III Bieg Śladem Jury był pierwszym biegiem całego cyklu. Zatem pozostało cztery. Mam nadzieję, że wróci moc w nogach i pokażę na co mnie stać!

PS. Jak niewiele trzeba aby zorganizować świetny bieg!

piątek, 3 lipca 2015

„Cztery Pory Roku z Dystansem” – czyli cykl biegów koleżeńskich

Już jutro - 4 lipca rusza znakomita alternatywa dla biegów masowych! Cykl biegów pod nazwą "Cztery Pory Roku z Dystansem". Cały cykl będzie składał się z pięciu biegów (4x10km + 2,2 km biegu tyłem!?!?!?! = dystans maratonu). Poszczególne biegi odbywać się będą o różnych porach roku i w różnych miejscach Krakowa. Organizator zachęca już samą formułą biegu jest to bieg koleżeński, czyli można rzec organizowany przez biegaczy dla biegaczy. Na pewno do wzięcia udziału zachęcają także medale, które składają się w jedną wielką całość. Bonusowo za ukończenie całego cyklu otrzymuje się statuetkę!

Medale z cyklu "Cztery Pory Roku z Dystansem"

Jutro pierwszy bieg... "III Bieg Śladami Jury". Mam nadzieję do zobaczenia na starcie!
Naprawdę warto!


Bieg organizowany jest przez Krakowski Klub Biegacza Dystans. Bieżące informacje na temat imprezy znajdziecie na facebooku i na ich stronie internetowej :-)