środa, 16 września 2015

Solidny powrót

Niektóre powroty są ciężkie, niektóre mniej. IV Bieg Charytatywny Fundacji Tesco Dzieciom był imprezą, która pozwoliła mi uwierzyć w siebie, uwierzyć w to, że mogę i nabrać przekonania o uzyskaniu życiówki w jesiennym półmaratonie.

Już nieraz pisałem o tym, że mój stan zdrowia ostatnio nie rozpieszczał mnie. Męczyłem się wszystkim; wchodzeniem po schodach, bieganiem w bardzo wolnym tempie; także nie opuszczało mnie ciągłe poczucie senności, ale soczek z buraka postawił mnie na nogi.

Sobota. Ciepły dzień. Temperatura w okolicach 25 st. Ładne słoneczko. Bieg na 10 km.. Godzina 11:00 i START!

Ruszyłem za tłumem kontrolując tempo. Moja taktyka od samego początku była dosyć prosta. Skoro mam złamać 50 minut, a w drugiej części dystansu jest stromy podbieg to na każdym kilometrze będę skubał parę sekund szybciej. I tak też było. Pierwsze 5 km biegłem spokojnie tempo każdego kilometra oscylowało w granicach 4:58-4:48. 6 km był najcięższy. Solidny podbieg wykończył niejednego biegacza. Ja dzięki mojemu "geniuszowi" taktycznemu i odpowiedniemu rozkładowi sił najcięższy kilometr zrobiłem w przyzwoitym tempie - ciut powyżej 5 minut. Przyjemne uczucie mijania wszystkich na podbiegu - bezcenne. Skoro było pod górkę to musi być i z górki! Puściłem luźno nogi, złapałem drugi oddech. Na wypłaszczeniu dokręciłem śrubę. Ostatnie 3 km poprułem do mety. Efekt końcowy? Czas 48:27! Jeden z nielicznych biegów,  który przebiegał tak jak sobie zaplanowałem. Oby takich więcej!

Człowiek padnięty a zadowolony
Na tym biegu poczułem luz w nogach, ten luz pozwala patrzeć optymistycznie na treningi i na wynik jesiennym półmaratonie. Mam nadzieję, że zrealizuję ostatni cel na ten rok i udam się na zasłużony odpoczynek.

Biegam aby...
PS. Bieg zorganizowany perfekcyjnie. Niska opłata, bogaty pakiet startowy, pełno smakołyków na mecie. Gratulacje dla organizatorów. Kto nie był, niech żałuje! :-)

niedziela, 6 września 2015

II BMW Półmaraton Praski - Krakus w stolicy

II BMW Półmaraton Praski jest moim kolejnym półmaratonem do kolekcji. Pomimo problemów zdrowotnym zdecydowałem się na wzięcie w nim udziału. Bieg był także pretekstem aby ruszyć swoje cztery litery i spróbować odkryć Warszawę na nowo. Jak przebiegała wizyta rodowitego Krakusa w Warszawie i jak oceniam samą organizację biegu? O tym poniżej.




Dzień I - sobota

Pobudka o godzinie 5:00 - ogarnięcie się, wrzucenie lekkiego śniadania do żołądka, a o 7:00 wyjazd Polskim Busem do Warszawy. W trakcie jazdy nasłuchałem się jak nigdy mega ludzkiej głupoty. Przysłuchiwałem się rozmowie młodych ludzi na temat ich uzębienia. "Byłem u dentysty, wyrywali mi zęba, znieczulenie przestało działać, ale przeżyłem!". Zgrywanie kozaka i twardziela przed koleżankami to jest to! Normalnie szok! Brawo dla tego Pana! Kolejny przystanek, a na nim wsiadło chyba dwóch kiboli jednej z warszawskich drużyn. Opowiadali o swoich, znajomych perypetiach w więzieniu, jak to ludzi kroili w biały dzień, wbili komuś nóż w brzuch i takie tam. O tym jak lubią jarać zioło i popijać piwko. Ogólnie co drugie słowo to było "k**wa". Wszyscy, których przytoczyłem pochodzili z Warszawy... Uff... po pięciu godzinach w końcu wysiadłem z polskiego busa i udałem się do biura zawodów.

Biuro zawodów szybko i sprawnie wydawało pakiety. Pakiet standardowy. Koszulka + woda + batonik + gąbka + jakieś ulotki.

II BMW Półmaraton Praski - odbiór pakietu
Po odbiorze pakietów udałem się do miejsca noclegowego na jakimś zadupiu i zostawiłem tam moją super ciężką torbę. Udałem się na małe zwiedzanie Warszawy i obserwację ludzi maszerujących ulicami, siedzących w kawiarniach, restauracjach, jeżdżących metrem itp. itd. Dochodzę do wniosku, że Warszawa nie jest dla mnie. Wszyscy się spieszą, na twarzach mają przygnębienie, znudzenie życiem, radości na twarzach nie zauważyłem. Czy w stolicy można coś zwiedzić? Dobre pytanie... według mnie nic tam takiego nie ma. Za to stolica może poszczycić się mega dużą ilością przejść podziemnych. Chce przejść na drugą stronę ulicy i co? Przejście podziemne. Chce iść na przystanek? Przejście podziemne. Jak nie ma przejścia podziemnego to są światła, na których czeka się milion sekund. Szybkie foto pod pałacem kultury i powrót do noclegu.

Pałac kultury - robi wrażenie

Dzień II - niedziela

Pobudka z samego rana i szybkim krokiem udałem się na start biegu. Obsługa depozytów przebiegała sprawnie. Toalet było pod dostatkiem, co za tym idzie nie czekało się w mega dłuuugiej kolejce. Zostało 10 minut do startu i  pomimo dobrego oznakowania całej strefy miasteczka biegowego musiałem trochę pobłądzić. W lekkim stresie tuż przed wystrzałem dotarłem do swojej strefy startowej. Rozglądam się w około i kogo widzę? Naszą wspaniałą polską biegaczkę Iwonę Lewandowską! Powiedzmy niewiele brakowało, a mógłbym poszczycić się lepszym czasem niż ona!



START!
Ze względu na moje małe problemy zdrowotne nie nastawiałem się na wynik. Nastawiałem się tylko i wyłącznie na to, aby dotrzeć do mety w jednym kawałku. Każdy kilometr dłużył mi się niemiłosiernie. Z trasy chciałem zejść już w okolicach 7-8 km! Jakoś zebrałem myśli, spiąłem pośladki i powolutku przebierałem nogami. Szczęśliwie dotarłem do mety. Bieg wykończył mnie zarówno psychicznie i fizycznie. Po biegu dosyć długo dochodziłem do siebie. Czas na mecie powyżej 2 godzin.



Podsumowując organizację imprezy II BMW Półmaratonu Praskiego -/+:

Na minus:
  • wodopoje (nikt nie zadbał oto aby posprzątać syf, którzy narobili biegacze rzucając kubeczki pod nogi, zamiast biec po asfalcie biegło się po kubeczkach);
  • trasa (mega nudna);

Na plus:
  • sprawne biuro zawodów;
  • koszulka (dziwna, ale fajna);
  • trasa (dobra do życiówek);
  • strefa mety (Park Skaryszewski - w sam raz na odpoczynek po męczącym biegu);
  • standardowy medal.

W sumie nie ma do czego się przyczepić, jednakże jeśli chodzi o organizację szału nie było. Bieg nie wyróżnia się na tle innych organizowanych imprez. Czy wybiorę się tam za rok? Zobaczymy.

Po biegu
Po biegu spotkała mnie dosyć dziwna sytuacja, przytoczę to co napisałem na facebooku: "Siedzę sobie w KFC w Warszawie. Niepełnosprawna, częściowo sparaliżowana osoba na wózku podjeżdża do mnie i pyta się "czy mógłby Pan posolić mi frytki?", a ja oczywiście posoliłem, a Pani podziękowała. Ludzie patrzyli na mnie jak na człowieka z kosmosu... Warszawa niby taka cywilizowana, a jednak mentalnie zacofana.".

Chyba jednak coś w tym musi być, że Krakus do Warszawiaka nie pasuje :-)