środa, 25 listopada 2015

Tarnowska Dyszka - z rozpędu po rekordy

Ostatnimi czasy dobre duszki sprzyjają mojemu bieganiu. Kontuzje omijają, pogoda sprzyja, a forma z biegu na bieg coraz lepsza. Nie mogłem tego nie wykorzystać dlatego postanowiłem wystartować w Tarnowskiej Dyszcze.

Najgorszą rzeczą tego dnia była godzina startu. Musiałem wstać około 4 nad ranem i na pół śpiąco ruszyć spokojnie na pociąg. Po 2 godzinach jazdy dotarłem na miejsce.


Na miejscu czekało na mnie biuro zawodów, w którym biegacze byli obsługiwani szybko i sprawnie. Pakiet startowy dosyć standardowy: koszulka, parę gram ulotek, bony na pączki i piwo.

I Ty Możesz Być Wielki - ITMBW Kraków
Teraz może o samym biegu. Wiedziałem po co wybrałem się na ten bieg; miałem cel, pewność siebie i przekonanie o tym, że mogę góry przenosić. Ze względu na sprzyjające ukształtowanie terenu tuż po wystrzale startera postanowiłem ruszyć mocnym tempem. Wtedy mój zegarek wskazywał grubo poniżej 4:00/km. Tak to był mój dzień. Cały bieg trzymałem równe tempo a na finiszu odpaliłem resztkę sił. Udało się wyprzedzić parę osób i na metę zameldowałem się z fajnym czasem 40:09! I tak to znowu wpadły mi dwa nieoficjalne rekordy życiowe: na 5 km - 19:48 i na 10 km - 40:09.

Finiszowe metry

Regeneracja
Do końca nie wiem jak to wszystko się udaje. Bieg za biegiem i życiówka. Jak ktoś powiedział "pewnie jesteś na ukraińskim koksie".

środa, 11 listopada 2015

8. Kielecki Bieg Niepodległości - Chwała bohaterom!

W całej Polsce rozgrywane są biegi niepodległościowe. Ostatnim rzutem na taśmę załapałem się na jeden z nich i postanowiłem aktywnie spędzić niedzielę w Kielcach. Co z tego wyszło? O tym poniżej.

Długo zastanawiałem się nad napisaniem relacji z tego biegu. Niektórych może nudzić czytanie o kolejnych moich życiówkach, udanych biegach i idealnym rozłożeniu tempa. Tylko chyba oto właśnie chodzi w bieganiu; dawać z siebie wszystko i gnać z wygiętym uśmiechem do mety.

O 8. Kieleckich Biegu Niepodległości dowiedziałem się od Eweliny dawno po wyczerpaniu wolnych miejsc. Jednakże organizator zwolnił parę pakietów i nerwowo czekałem aż zapisy zostaną ponownie uruchomione. Po kilkuminutowym czatowaniu przed komputerem udało się trafić na otwarcie listy. Parę kliknięć i gotowe!


Jak każdy bieg miał swoje dobre i złe strony. Wspomnę tylko o tych dobrych.

Tuż przed startem został odśpiewany Mazurek Dąbrowskiego i właśnie to dodało mi siły na cały wyścig. Mój cel był prosty. Poprawić swój rekord życiowy na dyszkę i wrócić do domu z uśmiechem na twarzy. Innego scenariusza nie dopuszczałem do myśli.


Godzina 11:11. START! Pierwsze 2 km z górki i pod górkę po kostce brukowej. Potem trochę lepiej. Biegnę, biegnę, a tu wichura wiejąca prosto w twarz. Forma jest to tempo trzymam dalej. Do 5 km więcej górek niż płaskiego. Potem wielki zbieg gdzie moje tempo wzrosło momentami do 3:40/km! Biegnę dalej... I PECH! Rozwiązała mi się sznurówka. Schyliłem się i szybko zawiązałem. Ponowne ruszenie z miejsca wymagało cierpienia. Ostatnie 2 km idą jak po maśle. Mijałem wszystkich jak chciałem. Meta coraz bliżej i... JEST! Wpadłem na metę z czasem 42:17! PB!


Może napisane to wszystko chaotycznie i bez składu, ale mam w sobie jeszcze trochę emocji z tego biegu. Wiem, że popełniłem parę drobnych błędów co za skutkowało wynikiem powyżej 42 minut, zamiast poniżej. No cóż... odegram się 22 listopada w Tarnowie.

Zawody miały swój klimat i na pewno powrócę za rok!

niedziela, 1 listopada 2015

2 PZU Półmaraton Królewski - pokonać granicę

Z dnia na dzień moja forma rosła. Wszystkie znaki na niebie pokazywały, że jestem mocny i rekord podczas 2 PZU Półmaratonu Królewskiego jest formalnością. Zamierzałem tego dokonać, udowodnić sobie i innym, że mądrym treningiem, a także odpowiednim podejściem w krótkim odstępie czasu można zdziałać wiele.

Przystępując do tego biegu przygotowywałem się zarówno fizycznie jak i mentalnie. Ostatnie dni, ostatnie godziny i minuty przed biegiem miałem zaplanowane tak aby z upływem czasu nakręcać się na zawody, a tym samym wytwarzać w swoim organizmie co osobiście nazywam sztuczną adrenaliną. W godzinę startu poziom mojej adrenaliny osiągnął maksymalny poziom i wraz z wystrzałem startego  pobiegłem żwawym krokiem do mety.

Początkowo mijałem wielu nieogarniętych ludzi, którzy ustawili się nie w tych strefach startowych co powinni. Bieganie slalomem, przepychanki powodują tylko niepotrzebne nerwy i utratę sił. Na szczęście tego dnia miałem to gdzieś, nogi same niosły mnie i byłem tylko nastawiony na mój główny cel, a mianowicie czas w granicach 1:35 - 1:36.

Zacząłem wolniejszym tempem niż miało wynosić moje średnie tempo całego półmaratonu. Po 2 km wrzuciłem odpowiednią przerzutkę i już stałą prędkością podążałem do mety. Wszystko przebiegało jak należy. Mały kryzys na 11 km przełamałem żelem, którego wciągnąłem raz - dwa i krótkim przyspieszeniem (nie wiem dlaczego ale na kryzysy dobre jest szybsze tempo) :D Na 15 km siły dodał mi doping moich klubowiczów z I Ty Możesz Być Wielki - ITMBW Kraków. Wtedy byłem pewny, plamy nie można dać tylko trzymać i trzymać tempo aż do mety!



Na końcówce krótki podbieg, krótki zbieg na którym siły odchodziły już w asfalt potem krótki zakręt i kolejny zakręt na metę, która znajdowała się w hali TAURON Arena Kraków.

I... udało się! Ukończyłem półmaraton z nowym rekordem życiowym! 1:35:57!




Swoją przygodę z Półmaratonem Królewskim nie zakończyłem na swoim przebiegnięciu przez metę. Tuż po wydostaniu się ze strefy mety pobiegłem żwawym krokiem przed halę aby dopingować znajomych i dodawać siły na ostatnich metrach. Mam nadzieję, że komuś to pomogło! Gratuluję wszystkim rekordów!

Na za kończenie muszę pochwalić organizację biegu. Była naprawdę świetna pomimo małych niegrających szczegółów. Z pewnością mogę polecić ten bieg wszystkim fanom biegania!