piątek, 30 grudnia 2016

Podsumowanie 2016 roku


Wielkimi krokami zbliża się koniec 2016 roku. Wiele osób stara się podsumować mijający rok, a także postanowić co zrobi w nadchodzącym nowym roku. Jaki był ten rok dla mnie i co planuję na następne 365 dni? O tym przeczytacie poniżej.

poniedziałek, 28 listopada 2016

IX Kielecki Bieg Niepodległości


Biegi niepodległościowe mają to do siebie, że są rozgrywane w podniosłej i patriotycznej atmosferze. Niekiedy nie wiemy jak pokazać swój patriotyzm i udział w takim biegu daje nam na to szansę.  ,,Bycie Polakiem to powód do dumy''.

czwartek, 27 października 2016

3. PZU Półmaraton Królewski


3. PZU Półmaraton Królewski pomimo swoich mankamentów jest jednym z moich ulubionych biegów. Długo zastanawiałem się czy napisać cokolwiek o biegu, który zamiast podbudować psychicznie zadziałał w drugą stronę. Z założonego wyniku nic nie wyszło.

piątek, 30 września 2016

Sen o Warszawie


Rekordy życiowe nie biorą się z powietrza. Ciężką pracą i wytrwałością możemy je osiągnąć. Trenowanie to jedno, a wiara w siebie i pewność to drugie. Wszystkie te czynniki sprawiły, że na starcie 38. PZU Maratonu Warszawskiego stanąłem gotowy do walki jak nigdy.

sobota, 13 sierpnia 2016

Family Run


XXIII Memoriałowy Bieg Majora Bacy jest biegiem do którego wracam z wielką chęcią. Po nieudanym starcie w tamtym roku odkułem się i znacząco poprawiłem wynik. Smaczku do biegu dodała rywalizacja pomiędzy mną, a moim tatą.

poniedziałek, 1 sierpnia 2016

Come back!

Niektórzy mogą zastanawiać się co u mnie słychać. Po nieudanym Cracovia Maraton trzeba było złapać drugi oddech. Skupić się na błędach i ich poprawie, dobrać odpowiedni trening i wybrać nowy satysfakcjonujący mnie cel.

czwartek, 14 kwietnia 2016

2. Lisiecki Półmaraton - formo wróć!



W porównaniu do Półmaratonu Warszawskiego ten start planowałem od dawna. Miał być przetarciem przed majowym maratonem, a stał się biegiem na zaliczenie.

Ostatnio łapią się mnie różnego rodzaje choroby dlatego mniej trenuję. Wynik w tym półmaratonie stał pod wielkim znakiem zapytania.

sobota, 9 kwietnia 2016

11. PZU Półmaraton Warszawski

11. PZU Półmaraton Warszawski był moim kolejnym biegiem do kolekcji, raczej na zaliczenie niż walkę o wynik. Wystartowałem w nim trochę przez przypadek, ale utwierdził mnie w tym, że nie wszystko jest stracone przed wiosennym maratonem.




Dużo osób twierdzi, że przed wiosennym maratonem wypada sprawdzić się na dystansie o połowie krótszym. Tak też zrobiłem. Wystartowałem w 11. PZU Półmaratonie Warszawskim pomimo, że tego kompletnie nie planowałem, a moja forma była daleka od tego czego pragnę. Stwierdziłem, że skoro już zdecydowałem się na bieg to muszę dać z siebie wszystko. Do 13 km nawet była szansa na rekord życiowy. Niestety warszawska pogoda nie rozpieszczała nikogo. Wiejący wiatr przez większość dystansu i wielki 400 metrowy podbieg na 19 km sprawiły, że zakończyłem rywalizację z wynikiem 1:38:23, co pozwoliło mi zostawić za sobą, aż 10 000 uczestników!

Tak jak nie lubię Warszawy to muszę przyznać, że impreza zorganizowana jak należy. Biuro zawodów działało jak trzeba, pakiet startowy jak na tak wysoką cenę może być. Nowością dla mnie były rękawki biegowe! Całkiem przyjemnie się w nich biega. Zapisując się wiedziałem, że będzie masa ludzi, a wymijanie i walka o wynik będzie utrudniona. Następnym razem wybiorę na życiówkę mniejszy półmaraton.

Na koniec zastanawia mnie jedna rzecz. Skoro nie lubię Warszawy to dlaczego co jakiś czas wracam tam na zawody? 

wtorek, 15 marca 2016

2 Myślenicki Bieg Uliczny

Zeszły emocje. Dawno nie byłem na biegu gdzie po wystartowaniu poczułem pewnego rodzaju niesmak zarówno pod względem sportowym jak i organizacyjnym.


Pobudka o 5 rano w niedzielę nie należała do najprzyjemniejszych. Krótki sen i paskudna pogoda za oknem sprawiała, że kocyk był lepszym przyjacielem niż ukochany sport, któremu poświęciło się większą część życia. Po godzinie 7 wraz z klubowiczami zapakowałem się do wynajętego busa i ruszyłem na podbój Myślenic.

A TY JAKI MASZ CZAS NA 10 KM?


Z podboju nic nie wyszło. Początek biegu przebiegał zgodnie z planem. Ruszyłem gładko tempem poniżej 4 min/km. Z upływem czasu i metrów sytuacja ulegała diametralnej zmianie. Nogi niby robiły się ciężkie niby nie. Czułem po prostu zwykłą niemoc. W głowie wmawiałem sobie, że nigdy nie można odpuszczać i trzeba dzielnie napierać do mety. Napierałem ile sił. Wsparcie Kamila na trasie zrobiło swoje i ostatni kilometr poszedł przyzwoicie. Finalny czas: 41:33. Co może być przyczyną tak słabego wyniku? Pewnie brak samozaparcia, realizacji określonych planów i małe lenistwo. Niestety nie tędy droga i trzeba wziąć się od solidnie w garść. Będzie tylko lepiej!

Aspekt sportowy to jedno, a organizacja...
Zapisując się na bieg w pewnym sensie wiedziałem na co się piszę. Zapłaciłem 39 zł, a w zamian dostałem w pakiecie: kubek, ulotki i bon na posiłek, a na mecie standardowy medal. Bez szału i wielkich fajerwerków. Nadszedł czas dekoracji uczestników. Dekoracja miała bardzo dziwny przebieg. Na początku byli dekorowani zawodnicy, którzy zajęli premiowane nagrodami miejsca w całym cyklu Biegam w Małopolsce. Pomimo, że regulamin w/w cyklu mówił: "Za miejsca I-III zawodnicy otrzymają limitowane, okolicznościowe statuetki, miejsca IV-X pamiątkowe dyplomy". Nic takiego nie było! Zamiast statuetek były dyplomy oprawione w antyramę, a wspomnianą nagrodą był zestaw map, które można niekiedy uzyskać za darmo w Punkcie Informacji Turystycznej. Następnie dekorowane zostały osoby, które zajęły miejsca na podium podczas 2 Biegu Myślenickiego. Tutaj również przecierałem oczy ze zdumienia. Kategoria OPEN brak pucharów, kat. wiekowe - brak statuetek, a o nagrodach za miejsca lepiej nie wspominać, bo można się uśmiać. Na koniec dekorowane były najliczniejsze drużyny. ITMBW Kraków, do którego należę zajęło 3 miejsce. Na 38 osobową drużynę dostaliśmy pudełko ciastek, których termin ważności mijał dzień później. No tak biegacze musza dbać o linię i nie powinni się przejadać.

Organizatorom na pewno nie można zarzucić jednej rzeczy - dobrze pomierzonej trasy. Jednakże mam nadzieję, że poprawią się i wyciągną wnioski na przyszłość. Regulamin jedno, a organizator drugie. Jak to mówią chytry dwa razy traci.

sobota, 12 marca 2016

100 biegów parkrun

Pomimo, że na początku podchodziłem do niego z rezerwą to z tygodnia na tydzień coraz bardziej podobało się. Za mną już 100 parkrun i wiele, wiele miłych chwil, które wspominam z łezką w oku.



O inicjatywie parkrun wiedziałem od samego początku. Przeglądając internet natrafiłem na informację o otwarciu kolejnej lokalizacji; tym razem w Krakowie. Pomimo, że na start parkrunu miałem i mam blisko twierdziłem, że nie potrzebuje brać w nim udziału. Z biegiem czasu... coś we mnie tknęło, zmieniłem podejście i postanowiłem wybrać się na swój pierwszy parkrunowy bieg. Była to już #29 edycja parkrun Kraków, a ja taki świeżak pojawiłem się na starcie. Czas jaki wtedy uzyskałem (22:13) w zupełności mnie zadowolił.

Na parkrunie poznałem wielu ciekawych ludzi, którzy motywowali mnie do poprawiania swoich wyników. To właśnie na parkrunie po raz pierwszy spotkałem Ewelinę (Keep Dreams Close), którą jakoś udało się wkręcić w bieganie i pokazać, że coraz szybsze przebieranie nogami jest fajniejsze.

   

Kolejną osobą o której chce wspomnieć to Rafał. Ten to ma gadane. Zwerbował mnie do klubu ITMBW Kraków, pomimo, że wcześniej zhejtowałem jeden z organizowanych przez niego biegów. Jak to mówią Przyjaciół trzymaj blisko, a wrogów jeszcze bliżej". Niekiedy różnimy się poglądowo, ale finalne potrafimy się zawsze jakoś dogadać.

Swego czasu popadałem w pewnego rodzaju irytację. Trenowałem swojego tatę, zabierałem go na parkrun i prawie za każdym razem był szybszy ode mnie! Uczeń przerósł mistrza! Zdrowa rywalizacja nakręcała zarówno mnie jak i jego, a teraz na szczęście biegam szybciej od niego i powoli poprawiam wszystkie jego życiówki.


Miałem także okres gdzie parkrun sprawiał mi ból. Wyniki coraz słabsze, potworne zmęczenie, bezradność i niewiedza co się dzieje. Przypełzła do mnie anemia, która na szczęście szybko została zdeptana i zapomniana. Po wyjściu z tej dolegliwości zacząłem masowo poprawiać wyniki. Na dzień dobry zrobiłem wyniki poniżej 20:30, a za około 4 tygodnie poprawiłem go do granic 19:26! 

Przed startem mojego 100 biegu zostałem zaskoczony czerwonymi balonikami. Na mecie pysznym tortem, antyramą ze zdjęciami i dyplomem z wypisanymi wszystkimi czasami. Dziękuję wszystkim!


100 biegów to mały kroczek do uzyskania kolejnego pułapu. Cóż... 250 biegów padnie za około 3 lata. Może będzie powód to do podwójnego świętowania: 30 lat (+ zmiana kat. wiekowej) i 250 biegów w jednym czasie.

Na karku mam 100 biegów, ale niestety nigdy nie udało mi się znaleźć w biuletynie Parkrun Polska. Dlatego postanowiłem, że poniżej sam odpowiem na "te" pytania:

Imię i Nazwisko: Mateusz Gałązka
Wiek: 27
Klub: ITMBW Kraków
Bieg macierzysty: parkrun Kraków
Życiówka: 19:26
Zawód: nauczyciel techniki, informatyki
Liczba biegów: 100
Udział jako wolontariusz: 3
Jak parkrun wpłynął na Twoje bieganie?: Dzięki parkrunowi przełamałem wielkiego lenia sobotnich treningów, stał się natchnieniem do lepszego biegowego jutra, a co za tym idzie poprawy wyników. Czasem popadałem w lekkie zdenerwowanie, gdy moja pozycja na mecie była odległa. Na szczęście teraz biegam szybciej i póki co zadowalam się osiąganymi wynikami.
Co podoba Ci się w parkrun?: Na pewno to, że odbywa się co tydzień. Inni popadają w nałóg alkoholowy, tytoniowy, a ja popadałem w nałóg parkrunowy. Możliwość spotykania się z tymi samymi ludźmi i porównywania wyników też zrobiło swoje. Poza tym wśród uczestników można spotkać wiele życzliwości.
Najzabawniejszy lub najbardziej zapamiętany moment podczas parkrun: Miło wspominam jeden z karnawałowych parkrunów. - 10 st., a ja w stroju pływaka. Wchodzę na linię startu w samym czepku i kąpielówkach, a wszyscy biją mi brawo. Niektórzy na sam ten widok chyba zamarzli. Biegłem tak szybko, że poprawiłem swój rekord życiowy.
W jaki sposób wspierałeś innych uczestników parkrun?: 3 razy udało mi się być wolontariuszem, raz rozdawałem tokeny a dwa razy skanowałem uczestników. Częściej pełniłem rolę osobistego pacemakaera znajomych. Myślę, że z tej roli wywiązywałem się wzorowo bo często padały rekordy życiowe :)

Pamiętajcie. Jest sobota jest parkrun!


środa, 6 stycznia 2016

Lato w Zimie? To XII Krakowski Bieg Sylwestrowy!

To już swego rodzaju tradycja, bez której nie wyobrażam sobie zakończenia roku. Godzina 12:00, Hejnał z Wieży Mariackiej i Rynek Główny to musi być Krakowski Bieg Sylwestrowy!

W tym roku Krakowski Bieg Sylwestrowy doczekał się w dobrym zdrowiu już dwunastej edycji. Impreza przyciąga przede wszystkim ludzi kreatywnych stawiających na dobrą zabawę i upatrujących swoje zwycięstwo w konkursie na najlepsze przebranie. Uf... atmosfera imprezy jak zawsze gorąca!<!-more->




Tym razem nie przebierałem się. Postanowiłem zrobić to co wychodziło mi  2015 roku najlepiej, czyli bieg na dystansie 5 kilometrów. Tuż przed samym startem poziom stresu miałem na najwyższym poziomie. Stres w połączeniu z dziwną adrenaliną pomógł mi osiągnąć prawie wymarzony sukces. Samego biegu nie ma co dokładnie opisywać, gdyż jest dosyć krótki i czasu na rozważanie i czerpanie przyjemności z biegania jest dosyć mało, ale tak tak... zrobiłem to zakończyłem rok z nowym nieoficjalnym rekordem życiowym!

19:11! 

Z biegu pamiętam tylko jedną myśl... oddychaj, oddychaj... większy wdech... wydech... oddychaj... 3 głębokie wdechy i śmignij go!

Po takim biegu poszedłem na zasłużoną pizzę i napój procentowy :)